Czy Ty też popełniasz te błędy? Jak zaprojektować beznadziejną ulotkę

piątek, maja 20, 2016 Urszula Augustyniak 9 Komentarze


Nie było mnie w domu dwa tygodnie. Tyle wystarczy, żeby po otwarciu skrzynki na listy zostać zalanym wzburzoną falą ulotek. Z siłą 10 stopni w skali Beauforta zaszeleściły oferty dostawców internetu, zachęty do wymiany okien, drzwi i piecyka gazowego, którego nie posiadam, katalogi szalonych obniżek w lokalnym markecie i zaproszenia do utuczenia się fast foodem (ależ chętnie). Mniej lub bardziej udane projekty zaatakowały wściekłą feerią barw, obfitością podłoży i burzą formatów.

Normalnie w takich sytuacjach człowiek rzuca się do ucieczki. Ale nie człowiek z drukarni. Człowiek z drukarni jest poligraficznie zboczony i przegląda wszystkie ulotki jedna po drugiej, a potem nagabuje ludzi w internecie. Podobno co bardziej zatwardziali chodzą też po domach. Puk, puk. Dzień dobry. Czy chciałby pan porozmawiać o HP Indigo?... Uważam, że to dobry pomysł, jednak Edwin się nie zgodził.

Ja rozumiem, że ulotka to nie klasyka polskiej szkoły plakatu i nie ma powalać estetyką, tylko informować, ale jakieś granice przyzwoitości powinny być. Poza tymi granicami ulotka przestaje spełniać swoje funkcje, a zaczyna irytować. Nie jest dobrze, kiedy zachęca wyłącznie do tego, żeby czym prędzej wyrzucić ją do śmieci, zanim wypali człowiekowi oczy. A wystarczy tylko wystrzegać się podczas projektowania kilku bardzo podstawowych rzeczy. Jakich? Na pewno wiecie.


1.Rakotwórcza typografia

Każde zestawienie nielubianych fontów otwierają oczywiście poczciwe Comic Sans i Papyrus. Infantylne, nieczytelne w większych partiach tekstu, używane równie często i bezreflkeksyjnie, co nóż kuchenny. Czy może być gorzej?

Może. Na początku zeszłego roku artysta grafik Ben Harman zasłynął stworzeniem nowego fontu Comic Papyrus - szatańskiej kombinacji dwóch monstrów typografii. To pierwszy w dziejach ludzkości superfont będący wynikiem inżynierii genetycznej - pisze o swoim dziele autor. Sprawi, że będziesz śmiać się (jak z dowcipu) i wyć (jak mumia). Jednocześnie! 
Nie wątpię.

Comic Papyrus - Ben Harman

Lista fontów, które najlepiej omijać szerokim łukiem, jest długa i w gruncie rzeczy subiektywna. Mój zdecydowany faworyt to Tribal (nie trzeba tłumaczyć), a także Segoe Script oraz jemu podobne kroje pisma imitujące ręczne. Mogę sobie jednak wyobrazić, że są projekty, gdzie te właśnie fonty pasują jak ulał - wiele zależy od kontekstu.

Najważniejsze, aby krój pisma był czytelny, a kerning trzeźwy. Dawniej młodych edytorów uczono wręcz, że dla tekstu na ekranie odpowiednia jest czcionka bezszeryfowa, a dla drukowanego szeryfowa. Opatrzyliśmy się jednak z krojami bezszeryfowymi na tyle, że zasada ta wydaje się już bezużyteczna. Nie wiem jak Wam, ale mnie łatwiej jest czytać tekst bez szeryfów również w druku.


2. Dużo wszystkiego

Dużo różnych fontów w rozmiarze od mrówczego po mamuci, orgia kolorów, jatka niepasujących do siebie elementów, a wszystko to polane gęstym sosem bełkotliwego copywritingu. Przecież klient nie maturzysta. Nie musi się zastanawiać, co poeta miał na myśli.

Ulotka powinna prezentować wybrane, najważniejsze informacje o firmie, a przede wszystkim proponować jakąś widoczną na pierwszy rzut oka korzyść. Może to być kupon rabatowy, próbka produktu. Może być też obietnica - zdrowia, szczupłej sylwetki, wiedzy, szczęśliwego dzieciństwa, ogólnie życia jak w serialu. Korzyści zdecydowanie nie stanowi natomiast paraliż zmysłów wywołany nadmierną ilością bodźców.

Ci projektanci wiedzieli, co robią. Jasno, przejrzyście i na temat. 

3. Szczucie cycem

Nie. Po prostu nie. Na pewno istnieje lepszy sposób, żeby zareklamować dachówki, kebab i myjnię inaczej niż przy pomocy gołej baby. Mądry grafik go znajdzie.

4. Wtórność

Dobrzy artyści kopiują, wielcy kradną - to słowa samego mistrza Picassa. Gdyby jednak mistrz obejrzał pod rząd pięć takich samych reklam płynu do zmywania albo dostał na ulicy pięć ofert telewizji cyfrowej różniących się tylko logo firmy, dodałby jeszcze: nie dotyczy projektowania na potrzeby marketingu. Kopiowanie sprawdzonych pomysłów to najlepszy sposób, żeby niczym się nie wyróżniać spośród konkurencyjnych firm.

Komu zaufasz bardziej?
Warto pójść o krok dalej, wymyślić własny styl i nie bać się eksperymentów. Oczywiście z wyczuciem, w przeciwnym wypadku może skończyć się katastrofą na skalę pewnej wódki, która posłużyła się zdjęciem ofiary ZOMO do zilustrowania efektów suto zakrapianej imprezy. Chociaż nie. Ulotki to nie internet i nawet nietrafione pomysły prawdopodobnie ujdą projektującemu na sucho.

Weźmy na warsztat inny, bliższy ulotkom przykład śmiałego designu, jakim jest reklama wielkoformatowa. Od lat na billboardach eksperymentuje producent rajstop. Pod hasłem Adrian kocha wszystkie kobiety ukazuje panie niebędące odzwierciedleniem miłościwie nam panującego w mediach kanonu piękna: o okrągłych kształtach, po mastektomii, niepełnosprawną. Chociaż niektóre odsłony kampanii wywołują kontrowersje (np. jednoznacznie źle został odebrany plakat z modelką na cmentarzu), to Adrian jest drugą pod względem popularności marką rajstop w Polsce. Czyli da się.

Odnośnie do kradzieży cudzych zdjęć i grafik: Ustawa o pawie autorskim i prawach pokrewnych przewiduje za to nagrodę w postaci pozbawienia wolności do lat trzech. To dostateczny argument, żeby przekonać się do korzystania z darmowych stocków albo przekonać klienta do korzystania z płatnych.

5. Błędy techniczne

O tym pisaliśmy szeroooko w poprzednich artykułach. Zasadniczo można je podzielić na dwa typy:

• Związane z przygotowaniem do druku, o których poczytacie w artykułach Edwina:

• Związane z edycją, a więc skład i łamanie oraz warstwa redakcyjna:

Na chałupniczy druk ulotek, odbijanie ich na ksero i krzywe cięcie trymerem spuśćmy zaś litościwie zasłonę milczenia. Taka praktyka sprawdza się tylko wtedy, kiedy chcemy przekonać klienta, że mamy firmę bardzo małą i bardzo tanią albo w ogóle nie mamy firmy, za to jest tanio. Przy dezynsekcji z deratyzacją, usługach złotej rączki, korepetycjach itp.

Jakie zabiegi stosowane na ulotkach wywołują wysypkę u Was? A może zdarzyło się Wam kiedyś samemu zaliczyć zabawną wtopę podczas projektowania materiałów reklamowych? Podzielcie się w komentarzach. W końcu prawda jest taka, że błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi.

9 komentarzy:

  1. Prowadzimy działalność już jakiś czas i nie przyznajemy się do jakichś 75% naszych "wyrobów" - w myśl zasady "klient ma zawsze rację" :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się nazywa poświęcenie dla Klienta, nie błędy ;)

      Usuń
  2. Segoe Script chyba :) Faktycznie krój brzydki jak listopadowa noc, jednak używany milion razy częściej od Comic Sansa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ała, poprawione. Dzięki za czujność.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wielcy artyści kradną z głową, dlatego są wielcy ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czasem ciężko wprowadzać własne wizje wyglądu ulotek bo mijają się one z wizją klienta. Dlatego trzeba sobie odpowiedzieć, czy wolimy postąpić w zgodzie ze sobą czy zadowolić klienta

    OdpowiedzUsuń
  6. Ulotki bywają denerwujące, czy fajne, czy niefajne - tak to już jest :P. Nie mniej jednak to dosyć skuteczny sposób na reklamę o ile projekt nie jest zbyt tandetny :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Szukałem informacji o projektowaniu, a dowiedziałem się ze Viper ma bloga:) i to bardzo fajnego bloga. Świetny artykuł dobra robota.

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety, ale każda ulotka jest irytująca, niepotrzebne marnowanie papieru, ot co:P

    OdpowiedzUsuń